Kanada pachnąca Synem (2)

ePub czas dodania: 2013:10:04 06:53 komentarzy 0
Po pierwszym tygodniu pobytu w Kanadzie, musiałam poznać działanie narkotyków.

Oczywiście chodzi o leki na ”bazie”, jak sobie potłumaczyłam ulotki tych leków w Internecie.

Zwyczajnie pochorowałam się grypowo, katarowo, zatokowo, a że kaszel też miałam przy tym spory, to Syn wystraszony stanem zdrowia mamci, kupił ichne leki, mówiąc w aptece, jakie mam objawy.

Dlatego piszę, że moje leczenie przebiegało w naszym rozumieniu, na zażywaniu substancji narkotycznej.

Tu grypę/przeziębienie leczy się chyba najpierw objawowo, z naciskiem na przeciwbólowo. Nie napiszę, nic dokładniej, żeby nie mieć problemów z żadną firmą farmaceutyczną …

Co może być ciekawe dla nas, to te apteki mieszczą się w sklepie obok, w takim naszym „Kerfurze, Biedronce, czy Kauflandzie” i obsługują je nie tylko panie wklepujące kody produktów do kasy, które sami sobie wybieramy z półki, ale też na życzenie, na zapytanie klienta, przychodzi do lady specjalista (nie wiem, czy to lekarz, czy farmaceuta – w naszym rozumieniu) i udziela wszystkich potrzebnych informacji, kiedy przedstawia im się objawy choroby oraz wyjaśnia wszystko, o co zapytamy w kwestii naszych dolegliwości, proponuje odpowiedni lek.

No, wypisz, wymaluj, podobnie, jak my idziemy do ‘pierwszego kontaktu’ i mówimy, co nam jest.

Nasz ‘pierwszy kontakt’ czasami nas „osłucha” (czasami tylko wysłucha, co mówimy), a w kanadyjskiej aptece, choć nikt nie przystawia słuchawek do naszych dyszących piersi, jednak pierwsza pomoc objawowa jest udzielana z większą troską dla pacjenta (klienta), niż czasami w naszych przychodniach. Ponadto, można by rzec, jest udzielana „w sklepie obok”.

Syn mi mówił, że sprawdzili już działanie takich porad nie raz, bo idąc do lekarza i płacąc za wizytę, otrzymuje się receptę na ten sam lek, który w takiej sytuacji poleciłaby właśnie ta kompetentna osoba z apteki. Wybaczcie, że nie porównam teraz cen leków kupionych bezpośrednio, z tymi na ubezpieczenie, bo nie o to chodzi w mojej relacji z obserwacji Kanady.

 Chodzi mi o pokazanie, jak blisko codziennych problemów człowieka, jest system organizacyjny, mentalny?

W moich obserwacjach tu, wyłapuję właśnie takie „drobiazgi”.

Jestem np. zachwycona tym, że światła na skrzyżowaniu umieszczone są inaczej niż u nas, czyli kierowca stojący, jako pierwszy przed skrzyżowaniem, widzi te światła wyraźnie, na ulicy PO, a nie PRZED skrzyżowaniem. Drobiazg powiecie, jednak o ile łatwiejszy dla kierowcy, który musi wysilać nie tylko wzrok, ale i kark, żeby zobaczyć, jak zmieniają się światła.

Z katalogu spraw „dla ludzi”, dodam jeszcze spacer po miejskim parku w centrum miasta. Wiem, wiem, nie w głowie nam, że taki park to zaspokojenie wszechstronnych potrzeb mieszkańców, bo i korty tenisowe i baseny i bezpłatne boiska, na których każdy może pokopać w piłkę, ale i malownicze tereny spacerowe, rekreacyjne dla każdej indywidualnej myśli, jakby tu odpocząć na łonie przyrody. Ze sztucznego jeziora w tym parku, z cudowną fontanną w czas wiosny do jesieni, czyni się teren dla łyżwiarzy na zamarzniętej tafli tej wody, w czas zimy.

To, co mnie powaliło w obserwacjach tego parku (słyszę z opowiadań, że jest to norma w innych miastach w Kanadzie), to miejsca ogrodzone, jako wybiegowe dla piesków. W moim mieście w Polsce jest takie miejsce w parku miejskim dla maluchów, gdzie rodzice mogą spokojnie puścić swoje pociechy „ze smyczy” bez obawy, że wybiegną im na ulicę, a mogą pobawić się same, czy ze sobą.

Tu jest tak samo ogrodzone płotkiem, miejsce dla piesków.  Właściciele mogą je spuścić ze smyczy, pogadać sobie swobodnie, a pieski nie zginą w pogoni za pobratymcami.

Jak brać dobre przykłady z urządzania nam życia przez wszelkiej maści polityków, to brać też takie, które opisuję …

Ku pokrzepieniu polskich serc muszę napisać, że drogi w samym Montrealu są zdecydowanie gorsze niż nasze powiatowe. Dziura za dziurą. Za to autostrady mają fantastyczne.

Gdzie pomknęłam tymi autostradami i inne różności, mam nadzieję opisać w następnym odcinku.  :-)

licznik: 2635 + 2 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze
@InaMina 0|0
Tak, tak znam farmację w tamtych stronach. Walczyliśmy z żoną aby te standardy wprowadzić u nas, ale daleka droga.
Co do narkotyków, to powiem ci, że moze nie wiedziałaś, ale za oceanem powszechne jest dodawanie do leków na grypę (flu) i przeziębienie (cold) pochodnych amfetaminy, aby zmniejszyć objawy i przyspieszyć wyleczenie.
W Europie bezwzględnie zabronione.

Ich parki to rzeczywiście powód do zazdrości. To miejsca do organizacji wolnego czasu mieszkańców, a nie tylko kępka drzew i krzewów.
Widzisz, tam jest inne podejście i ciągłe myślenie o obywatelach.

Pozdrawiam
2013-10-05 07:11
@InaMina 0|0
Jak kiedyś jakiś znany lekarz powiedział: 80% chorób wyleczy się samo, do 20% potrzebny jest lekarz. No i u nas lekarz leczy te 80% a 20 zostawia samopas.
Poza tym u nas największym wrogiem państwa, czyli decydentów jest obywatel, którego nieustająco trzeba kontrolować i strofować a tam urzędnik jest wynajętym człowiekiem do zarządzania wspólną przestrzenią i wspólnym mieniem.
2013-10-05 14:53
Mili :-) 0|0
Samo wyleczyć mi się nie chciało, nawet przy pomocy "narkotycznego" wspomagania. miałam zawroty głowy, nudności, więc po 3 dniach odstawiłam. Kiedy nawroty złego samopoczucia, kataru i kaszlu trwały drugi tydzień, zaczęliśmy szukać lekarza, by osłuchał, co tam skrzypi ...
Wpadłam jeszcze na pomysł, by zastosować imbir. Pomaga nadzwyczajnie, ale by odpukać, adres kliniki mamy w pogotowiu :-)))
2013-10-07 09:15