Kanada pachnąca Synem (1)

Kanada pachnąca Synem (1)
ePub czas dodania: 2013:09:29 04:47 komentarzy 0
Garść wrażeń z przygotowań do i z podróży samolotem za Ocean.

Wrażenia z absolutnie pierwszego, acz krótkiego lotu, już tu opisywałam, choć nie mówiłam wszystkiego, co kryło się za moimi obawami, dotyczącymi takich podróży.  Pomyślałam teraz, że powinnam nieco szczegółowiej opisać moje obawy i jak je pokonywałam, bo być może pomogę innym w takiej samej sytuacji.

Pierwszą w swoim życiu, dwugodzinną podróż samolotem (z Niemiec do Polski) odbyłam w towarzystwie Syna, który pokazywał mi jak powinnam się zachowywać w kolejnych etapach tej lotniskowej przygody. Miałam najlepsze z możliwych wsparć emocjonalnych i czysto praktyczne wskazówki, bo wiadomo, Syn mnie kocha tak, jak ja jego, a na dodatek startował i lądował wiele razy. Wiedząc, jakie irracjonalne strachy ma jego mamuśka, Syn siłą spokoju i jak przysłowiowej „krowie na rowie”, tłumaczył, na co mam zwracać uwagę, jeśli chcę wsiąść do tego samolotu, na który mam bilet.

Otóż najważniejszą sprawą jest śledzenie tablicy informacyjnej, która pokazuje wszystko: numer lotu, numer tzw. Bramki do odprawy i numer wejścia do samolotu. Proste jak drut. Wszędzie jesteśmy numerami.

Nauczyłam się wtedy, jak wkładać do pojemników na taśmie, przy kontroli bezpieczeństwa, swój bagaż, (oddzielnie) laptop i okrycia wierzchnie. Na koniec musiałam tylko oswoić się z kartą pokładową i rozpoznać, w którym miejscu mam wpisany numer miejsca w samolocie. Nie ma się z czego śmiać, bo „numer” to nie jest nazwa międzynarodowa, więc kiedy pierwszy raz spojrzałam na kartę pokładową, to nie wiedziałam, które z tych cyferek oznaczają właśnie owo miejsce w samolocie.

W opisywanym wcześniej pierwszym, krótkim locie, byłam holowana z instruktażem, a teraz miałam się zmierzyć z samodzielnym lotem do Kanady, z przesiadką w Paryżu, o którym wiedziałam, że tam to dopiero jest trudno dla bywalców, a co powiedzieć o mnie, która z obcych języków zna po kilka słów, a gdybym nawet umiała o coś zapytać, to na bank, nie zrozumiałabym odpowiedzi.

Jest takie pojęcie jak ‘analfabetyzm funkcjonalny’ i kiedyś czytałam wyniki badań nad stanem tegoż zjawiska wśród Polaków. Z zapamiętanych kryteriów w tych badaniach dwa dotyczyły mnie: nieumiejętność zrozumienia instrukcji używania, coraz to nowszych sprzętów, oraz nieumiejętność szybkiego czytania (zauważania) wszystkich znaków informacyjnych w nieznanym mi terenie.

Dzieci zawsze dobrotliwie pokpiwały sobie ze mnie z powodu tej dysfunkcji i tłumaczyły mi „z polskiego na nasze” w takich sytuacjach. Ja wiedziałam, że obcy ludzie na lotnisku nie będą się nade mną tak rozczulać, więc odkładałam latami decyzję lotów samolotem w bliżej nieokreśloną przyszłość.  Stworzyłam sobie cały zestaw argumentów, na ‘jeszcze NIE TERAZ’, a po 10.04.2010, do moich niepewności, podświadomie dołączyła inna obawa …

Przez ten opis moich lęków, fobii, które sama sobie stwarzałam, chcę pokazać, jak one rzutują na decyzje, które podejmujemy.

W momencie, kiedy serce matki krzyknęło ostro, że mam się nie mazgaić, tylko lecieć do Syna mimo tych obaw, wszystko stało się proste.

Po tej decyzji, na drugi dzień miałam bilet z terminem wylotu za 10 dni i już nie było czasu na obawy, tylko na przygotowania do podróży.  Dzieci znając mój analfabetyzm funkcjonalny, wyposażyły mnie w dokładne wskazówki.

Syn zamówił mi lot z czterogodzinną przesiadką w tym „strasznym” Paryżu, żebym miała czas dotrzeć do swojej Bramki przesiadkowej, wysłał mailem bilet, przygotował słowniczek prostych komunikatów, podesłał przetłumaczony wzór wypełnienia deklaracji celnej, oraz treść informacji dla kanadyjskiego celnika, że nie zrozumiem, co on do mnie mówi, ale wszystko, co on chce wiedzieć, jest na tej kartce, którą wydrukowałam w dwóch językach.   

Córka znalazła w necie mapki dotarcia do wszystkich 3 Bramek w Paryżu i również przetłumaczyła mi kolejne etapy na każdej z dróg dotarcia tam, po polsku. Ja samodzielnie znalazłam informacje, jak należy przygotować się do takiej podróży pod względem bagażu oraz fizjologicznie.

W testowej podróży samolotem miałam nietypowe reakcje zawrotów głowy, więc znając wyniki swoich badań wiedziałam, że powinnam poprawić krążenie (każdy ma inaczej, więc nie podaję nazwy leku, który zastosowałam 3 dni przed podróżą, bo nie przyjmuję ich systematycznie), a także zastosowałam lekkie ziołowe tabletki uspokajające. Tydzień przed wylotem zadbałam o dokładne nawodnienie organizmu, a na sam lot, (jako osoba paląca), kupiłam sobie gumy Nicorette, żeby nie szaleć w samolocie z powodu tego braku.

Warto w tym miejscu dodać, że zaczęłam „latanie” od tanich linii lotniczych, by teraz poznać różnicę w coraz lepszym standardzie w wielkości i wyposażeniu samolotów. Lot z Warszawy do Paryża był lepszy, niż ten pierwszy, a z Paryża do Montrealu odbyłam podobno największym i najbardziej wypasionym samolotem. Szczęśliwie moja decyzja, że polecę, zbiegła się z jakąś promocją i Syn za bilet zapłacił mniej, niż połowę ceny standardowego biletu.

Tak przygotowana, łącznie z codzienną racjonalizacją w myślach, że przecież i moje dzieci latają, i tyle ludzi lata i dolatuje, przestałam się bać.

Mam nadzieję, że moja opowieść pomoże tym, którzy boją się, tak, jak ja opisałam swoje strachy, a nie mają innej możliwości szybkiego pokonania przestrzeni, jak właśnie samolotem.

 

Podróż miałam bardzo dobrą, spokojną i bez głupich obaw. Wszystko było tak, jak dzieci mi przygotowały w objaśnieniach. Chwalić w tej chwili Internet to truizm, jednak wszystkie wyżej opisane przygotowania (oprócz fizycznego pakowania walizek i dotarcia na lotnisko), to zasługa Internetu.

Nawet nie mam wrażenia, że jestem tyle kilometrów od kraju, na innym kontynencie, poza nieustającym zdziwieniem, że kiedy ja śpię, to u Was jest dzień i odwrotnie.

Wrażenia z oglądania okolicy i atmosfery kolejnych spotkań z Rodakami w Kanadzie, będę opisywać, jak czas pozwoli.  

Pozdrawiam Wszystkich Czytelników :-)

 

licznik: 3432 + 2 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze
@InaMina 0|0
Witaj na antypodach!

Masz rację, na lotniskach można się kompletnie zagubić. A już CDG, czyli Paryż, bo pewnie leciałaś z tego lotniska (Charles de Gaulle), to kompletny koszmar, nawet dla mnie po 40 latach latania.
Lotnisko to kompletnie nowe środowisko. Nie ma mowy, żeby za pierwszym razem się oswoić. Wrażenie obcości i napięcia jest wielkie.
No i przesiadki są okropne. Im więcej przesiadek, tym gorzej.
Ostatni mój lot, to Pointe Noire (Kongo) do Brazzawille (Kongo), dalej Paryż, potem Frankfurt i na końcu Gdańsk.
Tego się nie cierpi.
Pierwsze co robię na nowym lotnisku, to poszukiwanie miejsca dla palaczy. Są one zazwyczaj starannie ukryte. A taka Kopenhaga, czy Oslo nie mają wcale. Sadyści.

Przyznam szczerze - moje życie mogłoby się odbyć bez lotów. Niestety, jest odwrotnie.

Pozdrawiam
2013-09-29 06:38
# @jazgdyni 0|0
Dobrze, że wspominasz o tych kabinach dla palaczy, bo to ważna informacja.
W Warszawie znalazłam ją bez problemu, bo była jakby na wejściu hali odlotów, a w Paryżu (CDG) tak sprytnie je poukrywali, że dopiero po pół godzinie szukania znalazłam skromny zielony napis, gdzie można palić - a było to totalne zaplecze hali.

Pozdrawiam :-)
2013-09-29 19:41