Boston i inne

Boston i inne
ePub czas dodania: 2013:04:19 21:17 komentarzy 0
Wstrząsa mną ten powtarzający się schemat zainteresowania mediów jednostką, żyjącą w milionowym/miliardowym społeczeństwie, dopiero po traumie jej destrukcyjnych działań. Wcześniej taka jednostka nie ma szans.

 

Wstrząsa mną ten powtarzający się schemat zainteresowania mediów jednostką, żyjącą w milionowym/miliardowym społeczeństwie, dopiero po traumie ich destrukcyjnych działań. Wcześniej taka jednostka nie ma szans.

Tak jest wszędzie, u nas i chyba w każdym kraju, z osławioną Ameryką włącznie.

Dzisiaj słyszę ( i tak jest zawsze w takich sytuacjach) drobiazgowe relacje o tym, kim byli zamachowcy z Bostonu.

Media wnikają w ich życie od podszewki, od urodzenia niemal.

Niby rozważa się to, cóż, ach cóż mogło się stać z takimi „normalnymi, wspaniałymi, sympatycznymi ludźmi”, którzy teraz dopuszczają się czynów, które kosztują życie nic im niewinnych jednostek, które ucierpiały w wyniku niewidzialnej dotąd desperacji? Desperacji, która nie znalazła innego rozwiązania, jak ten dramatyczny akt „powiadomienia” o swoim istnieniu i o swoich problemach.

Nic z tych medialnych rozważań po jego „Bum” nie wynika dla tego pojedynczego człowieka. Nic się nie zmienia.

On jednak o tym nie wie, bo „świat, jaki był, taki jest”, a jego już wyeliminowano.

Zauważcie, że przez określony czas media są zainteresowane czysto technicznym wyeliminowaniem „delikwenta”.

Po tym jego sprawa, jego nierozwiązany problem, znika z zainteresowania mediów. Normalka, za chwilę będą następne. Jednostki.  

Czy w podświadomości desperata (wyłączam tu psychopatów) zakotwicza się informacja, że tylko tak (niszcząc wszystko wokół?) jest szansa na zainteresowanie, (choć za późne) jakichś czynników (państwowych, czy społecznych), jego indywidualnym problemem, sprawą?

Może jest tak, że człowiek w desperacji (egzystencjalnej, czy ideologicznej), samotny mimo wielu „aparatów” pomocowych, widzi, że jedyną metodą, by świat (jego państwo, jego władze lokalne, jego instytucje pomocowe) naprawdę dowiedział się o tym, czego on nie mógł doświadczyć/otrzymać, jako człowiek?

Może w desperacji uważa, że tylko wtedy, kiedy on ‘wybuchnie’ w sensie tak wielkiego BUM, że już nie ma dla niego znaczenia, że inni cierpią, bo swoje cierpienie uważa za większe, ma szansę wykrzyczeć swój ból?

Zastanawiam się. Pytam.  

Po co nam ustanawiający prawo oraz strzegący jego wykonania przez aktualnie piastujących urzędy wszelkie, kiedy człowiek, tak, choć JEDEN CZŁOWIEK, nie znajduje swojego miejsca tam, gdzie jest oraz innego sposobu na swoje cierpienie, jak krzyczeć (nawet po swojej śmierci) niepotrzebnymi zgonami i cierpieniami niewinnych?

Dla kogo, dla czego, ludzie władzy ustanawiają, strzegą, wykonują swoje mandaty?

Czy nie dla tych pojedynczych ludzi i ich zadowolenia? 

Czy nie dla społeczeństwa, (sumy tych pojedynczych ludzi) i jego satysfakcji, jest ta cała, pożal się Boże, polityka?

W mojej wypowiedzi łączę wątki, wydawałoby się bez związku, jednak, czy na pewno?

Przypuszczam, że wątpię (takie porzekadło), kiedy mam marzenie, by programy interwencyjne w mediach, przestały funkcjonować z powodu funkcjonowania zdrowego rozsądku, dobrego prawa i przyjaznych obywatelowi w każdym momencie, służb.

Zgodnie z nazwą, służących obywatelowi.

 

Ilustracja do rozważań w zdjęciu wprowadzającym:

http://pl.freepik.com/darmowe-wektory/cz%C5%82owiek-d-lider-poj%C4%99cie-wektora_596656.htm

licznik: 2711 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze