Kanada pachnąca Synem (3)

Kanada pachnąca Synem (3)
ePub czas dodania: 2013:10:07 08:46 komentarzy 0
Zmieniając kolejność moich relacji z Kanady, przepraszam komentatorów z pierwszego wpisu, za wykasowanie ich komentarzy, wraz z tym wpisem.

Zmieniając kolejność moich relacji z Kanady, przepraszam komentatorów z pierwszego wpisu, za wykasowanie ich komentarzy, wraz z tym wpisem.  W tamtym wpisie chodziło mi o opisanie zjawiska, a nie osoby, jednak przyznaję bez bicia, brakuje mi talentu posługiwania się słowem pisanym, żebym umiała wyrazić pewnym skrótem myślowym uśmiech, żart, z sytuacji.W związku z tym zamiast opisu sytuacji, posiałam zamęt w emocjach przyjaznej mi osoby. Pisałam skrótami myślowymi na swoim blogu do ludzi, którzy myślą podobnie, jak ja, i nie uważam, że poglądy polityczne są sprawą intymną, czyli nie pomyślałam, że robię jakieś nadużycie.

Teraz chwila osobista i proszę o niekomentowanie tego wątku:

Przepraszając Ciebie kasuję tamten tekst, czyniąc na jego bazie nowy wpis poszerzony o moje inne wcześniejsze refleksje.  W poprzednim tekście - skrócie myślowym, wyszło mi beznadziejnie, a na dodatek każde moje słowo było zrozumiane jak atak na Ciebie, krytykę i zupełne niezrozumienie Twojej sytuacji. Tego nie chciałam. Jeszcze raz przepraszam za mój brak talentu wyrażania myśli. To nie tak, jak pomyślałaś, to tylko moja nieumiejętność mówienia skrótami. Bo jeśli Ty nie zrozumiałaś tego tekstu, to marna ze mnie blogerka. Nie owijając w bawełnę, winien jest mój brak talentu literackiego, o który mnie bezpodstawnie posądzasz.

 

Pozwalam sobie na poprawioną, poszerzoną wersję tamtego wpisu, tym samym zachowam logiczną ciągłość moich relacji z podróży i z pobytu w Kanadzie. 

 

Spotkałam tu osobę z Polski, od lat mieszkająca w Kanadzie, która kocha Tuska i popiera go we wszystkim, co on robi z naszym krajem. Mnie w rozmowie zarzuciła, że siedzę tylko w tych prawicowych portalach i nic nie wiem o Kaczyńskim, jaki on „taki i owaki”.

Nie umiem w takiej sytuacji wytłumaczyć rozmówcy, że pod nazwą prawica, występował i Tusk, kiedy się do władzy pchał. Nie umiem też przekonać, do mojego stanowiska, że to prywatna wojna między obu politykami, pcha nas w rozdarcie społeczne. Nie umiem przekonać, że nie sam Kaczyński jest synonimem „walczącej prawicy” w dzisiejszym rozumieniu, czyli w rozdarciu/rozkroku Rodaków między „czymś, a czymś; kimś, a kimś”, jeśli chodzi o wybór drogi dla naszego kraju. Nie umiem przekonać, że ta prywatna wojna dwóch polityków od lat, nie jest zdrową konkurencją partyjną. Wreszcie nie umiem przekonać, że jeśli nie popieram Tuska, to oznacza, że jestem za Kaczyńskim. Na Nowym Ekranie pisałam kiedyś o tym nie raz i nie dwa, ale mniejsza o to, nie każdy czytał …

Właśnie przez to tak nie znoszę systemu partyjnego, bo u nas prywata zdominowała wszelkie pojęcia o jakimkolwiek systemie, z partyjnym włącznie.

Do Kanady przyleciałam w odwiedziny do Syna i nie myślałam politykować wśród Polonii ani tubylców. Okazuje się jednak, że wszystkie rozmowy Polaków, gdzie by ich nie spotkać, wcześniej, czy później, skręcają na losy udręczonej Ojczyzny i na te same dyskusje, które prowadzimy w kraju. (Młodsi od nas mają inaczej. Interesują się i owszem, ale nie emocjonują, tak, jak ich rodzice.)

Dostrzegam jednak różnice w tych rozmowach w kraju i za granicą, choć wydawałoby się, że mamy te same polityczne kody pamięci.

Moja rozmówczyni wyjechała do Kanady ok. 25 lat temu i co jakiś czas odwiedzając Polskę zachwyca się pozytywnymi zmianami, których, jak myśli, my „nie dostrzegamy”. Twierdzi, że śledzi na bieżąco wydarzenia u nas, a ja się zastanawiam, czyżby bardziej, niż ja, będąc w kraju? Spotkałam się już w necie z takimi opiniami Rodaków zza granicy, że z daleka widać lepiej. Może oni mają rację? Może my tu na miejscu ją mamy? Kto to wie?, Kto to badał?

Osoby na emigracji, popierające polskie zmiany z ostatnich sześciu lat, doradzają nam (krytykującym Tuska), wyjazd z kraju w poszukiwaniu szczęśliwości, której „za Tuska” nie widzimy. Mówią, że jeśli powalczymy (jak oni) o byt w krajach szczęśliwości wielkiej i wszelkiej, której się domagamy, to powinniśmy wiedzieć, jak ciężko się na nią pracuje. A my to tylko (w podtekście), chcemy, żeby nam dawali (za darmo, a nie za pracę, czyli w domyśle przysłowiowego „czy się stoi, czy się leży 1500 się należy”); związki zawodowe zawiązujemy, a one nas niszczą i pozbawiają możliwości pracy, bo w Kanadzie pracodawca, któremu takie związki zakładają, zwija się, i rozwija pod zmienionym szyldem, przy okazji zwalniając zagorzałych związkowców, którzy szkodzą ludziom pracy. Wszystko to słyszę w wielkich emocjach, jacy to my niewdzięczni wobec Tuska, nie doceniamy go …

Znam wiele argumentów, które temu przeczą, ale ich nie używam, bo po pierwsze, za krótko tu jestem, po drugie mówię, co myślę z pozycji wyborcy, a nie polityka, a po trzecie mam takie same pretensje do Tuska, Kaczyńskiego, czy Millera, że to, co w ich programach wyborczych wyglądało na humanitaryzm, (na co przez wiele lat się nabierałam), w praktyce wygląda inaczej. Oni zaprzeczają swoim słowom w głupich grach personalnych i ogromnej presji na ICH wygraną, a nie na opcji „wygrana-wygrana”, dla nich i dla społeczeństwa.

Społeczeństwo, rodziny, przyjaciele z podwórka, mogą sobie przez nich gardła podrzynać, jeśli każdemu politykowi z osobna uwierzą, a im chodzi tylko o nasze emocje przy urnie. Nie o nasze dobro im chodzi, to nie jest dla nich żadną wartością.

My w rodzinach, w związkach przyjaźni, gubimy się w stałości tych związków przez taki drobiazg, jak wpływ emocji rozsiewanych przez wielkich magów z mediów, którzy sprzedają nam każdy swój przekręt, jako wartość, w którą mamy uwierzyć. Od wielu lat takimi magami są Tusk i Kaczyński, a obok ciągle merda ogonkiem stary Miller. PSL, jest kwiatkiem do kożucha każdej partii – przypinają się na każdą okazję koalicyjną.

 

Każdy z nas inaczej reaguje na słowa polityków, ich czyny i na to, co nam pokazują ze swoich osiągnięć, wraz z interpretacją tychże. Oni stosują tę wiedzę, antagonizując nas ze sobą w decyzjach wyborczych, które na nasze nieszczęście, wpływają na relacje międzyludzkie w rodzinach oraz w wieloletnich znajomościach.

Jakie znaczenie ma polityka dla szarego człowieka, który musi tylko zagłosować, bo nic innego nie może? Ano takie, że ani Tuskowi, ani Kaczyńskiemu, ani Millerowi, ani innemu ze starej gwardii politycznej, nic się nie stanie. To tylko nam, szarym, zwyczajnym, posypie się rodzina, przyjaźń, przez ich politykę.

To my kłócąc się o nich w rodzinie i wśród dobrych znajomych z dzieciństwa, pogubimy się w znaczeniu wszelkich słów, które kiedyś uważaliśmy za najważniejsze. I wierzyliśmy w ich niby spójne, a różniące nas o miliony lat wyobrażeń, fantasmagorie. Gdyby któryś z nich miał rację, to już od pierwszych strajków Solidarności, byłoby nam, szarym wyborcom, z roku na rok lepiej, a nie gorzej.

Ale oni bawią się nami w przeciąganie liny: „Tusk- Kaczyński”, a my jak te baranki Boże, stajemy po dwóch stronach, choć prywatnie zawsze byliśmy po jednej stronie. Kiedyś się lubiliśmy, a przez Tuska, czy Kaczyńskiego, przestajemy się lubić. Horror, prawda?

W tym kontekście moglibyśmy zapytać naszych Rodaków, którzy nie mieszkają z nami, dlaczego nie wracają do kraju Tuska (na początku swojej kadencji właśnie on obiecywał, że będzie, po co wracać), skoro go tak doceniają, jednak musielibyśmy zapytać każdego indywidualnie o powody wyjazdu z kraju. Wielu z nich wyjechało z kraju w innym burzliwym okresie naszej najnowszej historii, a także wielu z nich kierowało się całkiem innymi pobudkami, niż polityczne, niż emigracja ostatnich lat – jak kiedyś ‘za chlebem’.

Wiem, że każdy z moich rozmówców tu, miałby inną odpowiedź i opowieść, dlaczego pozostaje w Kanadzie (wpisz inne kraje kontynenty). Wiem, że powodem najważniejszym, nie byłyby sprawy polityczne, a wiele, naprawdę wiele zaskakująco innych, indywidualnych wyborów, często dramatycznych, często prozaicznych (choćby taki, jak ten, że „nie lubię kobiety, która jest moją żoną”, a najłatwiej zamienić ją na inny model, w innym kraju, najlepiej daleko, na nowym kontynencie).

Za cholerę nie mogę pogodzić się z tym, że jeśli kogoś lubię i cenię i szanuję, to jeszcze muszę to przymierzyć do miarki politycznej na skali „Tusk- Kaczyński”, żeby zasłużyć sobie na jego/jej przyjaźń.

O poglądach innych Polaków, których poznam po przyjeździe, może napiszę, jeśli uda mi się ich zachęcić do takich rozmów, jednak wątpię, czy ktoś będzie chciał ze mną na ten temat rozmawiać, bo po tym tekście mogę być spalona towarzysko w środowisku. Takie życie …

 

Zdjęcie wprowadzające: https://www.google.ca/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&docid=agHsWv31zvW0WM&tbnid=dHCGcjW4eam_EM:&ved=0CAUQjRw&url=http%3A%2F%2Fen.wikipedia.org%2Fwiki%2FList_of_neighbourhoods_in_Montreal&ei=SiBCUq2aCIfxqQHL4oCIAQ&bvm=bv.53077864,d.b2I&psig=AFQjCNF0dfOzxf8FkHlBJvw1zzao_cIxVw&ust=1380151696975630

licznik: 3105 + 2 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze